rzutnik blog

Twój nowy blog

(Karamazowi), prod. polsko-czeska, reż Piotr Zelenka

Mogę postulować podawanie reżysera przy opisie filmu? I ew. kraju? Dla mnie to ważna informacja, dajmy to na początek, chciałabym wiedzieć od razu i nie szukać tego gdzieś w treści.

No, ale do rzeczy. Po pierwsze: Zelenka, po drugie: Dostojewski. Z tego mogło wyjść tylko coś dobrego.
Grupa czeskich aktorów przyjeżdża do Nowej Huty, żeby tam na festiwalu teatralnym wystawić Dostojewskiego. Historia ze scenysplata się z tragedią jednego z pracowników, przeżywającego śmierć syna.
Fantastyczne wykonanie Dostojewskiego. Oczywiście skrótowe, mnogości wątków nie dałoby się tu pomieścić, ale dobre i mocne. Może nie jestem obiektywna, bo „Bracia…” to moja ulubiona jego książka, ale najchętniej zobaczyłabym całość takiego przedstawienia, nawet już bez tej ramy realnego świata. Świetny zwłaszcza Radek Holub jako Smierdiakow – chyba po prostu takiego go miałam w głowie… Martin Mysicka jako Alosza niezły, ale chyba aż za ładny do tej roli… gdybym była nastolatką, nieszałabym jego plakaty na ścianie. Wreszcie Andrzej Masztalerz ze swoim cichym cierpieniem… I otoczenie starej fabryki, któe najpierw mi się kłóciło z całością, a wreszcie skomponowało się jakoś i wpasowało.
Warto patrzeć na drugi plan: tło, napisy i plakaty na ścianach. Takie szczegóły, ale świetnie wykorzystane.
Trzeba koniecznie.

A, zapomniałabym o drobnym smaczku, podkręcającym całość: epizod Jurka Bożyka jako polskiego pianisty :)


by agatka

Czyli Jagodowe Gówno.
Nudziłam się od pierwszej do ostatniej sekundy. To miała być chyba opowieść o dojrzewaniu do miłości i o tym, że ludzie jak się spotkają za wcześnie, to nic z tego nie wyjdzie. W związku z tym dziewczyna (Norah Jones) musi udać się w podróż edukacyjną, popracować trochę jako kelnerka, poznać alkoholika, potem hazardzistkę i dopiero wrócić do faceta. Facet (Jude Law, stary już i cynizm mu na mordę wylazł) cierpliwie czeka w tym samym barze, w którym się poznali. Kiedyś było odwrotnie – babka czekała, facet się odysił, ale teraz role się odrówiły i chłop jest od tego, żeby tęsknić, płakać i pisać. I kurwa niech ma :)
Ale film był chyba nie o tym. Nie mam pojęcia, o czym on był. Na pewno o żarciu – zapamiętałam, bo byłam strasznie głodna. Chyba to miało być trochę takie urocze-sensualne-erotyczne jak w Amelii. A wyszło obleśnie, jakoś dresiarsko.
Dialogi drętwe i nieśmieszne, wszystko jakieś takie drewniane. W sumie Jude Law idealnie pasował do tego filmu – podstarzały lowelas, ktory udaje uroczego zagubionego chłopca. Tak jak ten jagodowy przypalony szit z zakalcem chciał udawać świeżość malinowego chruśniaka. Plusy filmu: Natalie Portman i Rachel Weisz – piękne i fajnie ubrane. I za to dwie gwiazdki (po jednej dla każdej).

**

Skubana

„Droga do szczęścia” (ciekawe kto przetłumaczył tytuł)

Rzecz się dzieje w latach 50-tych, opowiada o mało idyllicznym życiu niezwykłej (?) rodziny, zamieszkującej przedmieścia. Pięknie opowiedziany anachronizm. Dziś mało rzeczywisty – kobiety pracują, zdarza się że robią kariery a wtedy ich mężczyźni potrafią zająć się dziećmi. Wydaje mi się, że reżyser (prywatnie mąż K. Winslet i ojciec ich dziecka) chciał bardzo wrócić do czasów, gdy jego „American Beauty” odniósł spektakularny sukces. Oczywiście, że można się identyfikować z beznadzieją wtłaczającą ponadprzeciętne i mające marzenia jednostki w otaczający schemat. Jednakże nie dziś, bo dziś mniej barier, ograniczeń i dlatego film zdaje się być bardziej opowieścią historyczną o matkach „kurkach” i ojcach odpowiedzialnych za rodzinę, pracujących by zapewnić jej byt, niż czymś bliskim i współczesnym.
Odnośnie emocji – są. Zwłaszcza w momencie wyboru pomiędzy pieniędzmi (nowe perspektywy pracy pana męża) a odważnym wyjazdem całej rodziny do Paryża (ta legendarna „inna” Europa). I jeszcze scena, gdy żona (pani domu) podejmuje decyzję dotycząca życia nie tylko swojego. Mimo krytycznych uwag, wydaje mi się, że trzeba obejrzeć po to, by samemu ocenić. Zwłaszcza, że film pokazuje jak długą drogę przeszły „zachodnie” społeczeństwa przez ostatnie 50 lat, uświadomił mi także, że nadal marzenia i ambicje są czasem nie do zrealizowania, ponieważ państwo / społeczeństwo / rodzina wyznacza miejsce i rolę. Może nie wszystkim i może nie przez całe życie, ale jednak. Choć nieco inną rolę niż w filmie, ale pamiętać należy, że akcja rozgrywa się w latach 50-tych.

Bywam czasem tkliwa, więc wzruszyło mnie kilka scen. Jeśli chodzi o aktorstwo – K. Winslet zdecydowanie lepsza od L. DiCaprio (określenie „dikarpio” całkiem popieram ;D), który w prawie każdym filmie – nie widziałam oczywiście wszystkich – gra podobnie.

Offf topic: kto skasował link do logowania się, hę??

kamol

raz dwa raz dwa raz dwa trzy


  • RSS