2011, Polska, reż. Krzysztof Łukaszewicz

Jeżeli ma należeć do grona filmów, który budzi grozę, to jednak
nie, jeśli do tych budzących refleksję, to zdecydowanie tak. W skrócie,
scenariusz podbudowany linczem we Włodowie, szerzej, miało być kino
niespokojne, udało się, bo gra na emocjach, klimat – mocny i duszący;
wkurzający ‘oprawca’ i jeszcze bardziej irytująca bezsilność miejscowych po
równo mieszkańców i tzw. władz, czyli policji. Poziom emocji zaspokojony,
fabularnie lekka wtopa, typowy film z nudnym przedzieraniem się przez podawany
na tacy właściwym i dydaktycznym podejściem do tematu. Do tego potwornie jednoznaczne
postacie, które tylko czasem bywają bardziej skomplikowane, ale to raczej nie
jest wina aktorów, wg mnie dawali radę. Na brawa zasługuje zwłaszcza Wiesław
Komasa w roli czarnego charakteru i jeszcze Łukasz Simlat, który generalnie
jest raczej mało zauważanym aktorem a zasługuje na uwagę. Podsumowując – warto,
choć początkowo trzeba się nastawić na zbyt biało-czarną historię i nie zwracać
uwagi na ewentualne braki dotyczące przeżyć wewnętrznych bohaterów tudzież drętwe
sceny z procesu (ów). Na koniec można zadać sobie pytanie o granice obrony
koniecznej, zwłaszcza w przedstawionych okolicznościach przyrody, gdy policja
nie ma zbyt wiele czasu i środków by chronić ludzi i Ci ludzie biorą sprawy we
własne ręce.

Polecam.

by kamol