Reż. Mike Mills, prod. USA

Na początek – nie zwracać uwagi, że film amerykański.

Główny bohater Olivier (w tej roli Ewan MacGregor, gra
oszczędnie), stara się odnaleźć po śmierci ojca, który po śmierci matki
wukonuje coming-uot i w wieku 75 lat oznajmia, że jest gejem (fantastyczny
Christoper Plummer), do tego okazuje się, że jest chory na raka i postanawia,
że resztę życia spędzi świetnie się bawiąc. Dowiadujemy się tego już po
śmierci ojca Oliviera, który próbuje się pogodzić zarówno ze śmiercią ojca jak
i wpływem matki, a co za tym idzie małżeństwa rodziców, na całe jego dorosłe
życie. Olivier próbuje usprawiedliwić własne niepowodzenia utrzymania związków
z kobietami nieszczęśliwym małżeństwem rodziców. Utwierdza go w tym m. in.
wypowiedź ojca, który stwierdza, że człowiek czeka całe życie na lwa, ale
jeśli go nie pozna, to zadowala się napotkaną żyrafą, bo lepiej być z żyrafą,
niż żyć w samotności no i jeszcze wspomnienia o matce.  

Oczywiście główny bohater spotyka niezwykła kobietę (nie
zapominajmy, ze to jednak amerykański film ;), ale i tak nie wszystko  układa się idealnie. 

Podsumowując – film o ważnych sprawach, może nawet trudnych,
opowiedziany ciepło, mieszanka smutku, nadziei i surrealistycznego humoru.
Choćby rozmowy Oliviera z bardzo błyskotliwym psem czy wymowne rysunki (główny
bohater jest rysownikiem).  Ciekawostką
są polskie plakaty w mieszkaniu Oliviera, w salonie wielki plakat „Siedem razy
kobieta” a w sypialni „Wielka majówka”. Poszperałam i okazało się, ze reżyser
jest wielbicielem / miłośnikiem polskiej szkoły plakatu :) 

Niby nic wielkiego, dobrze się ogląda.

by kamol