rzutnik blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2010

USA, 2010, reż. Martin Scorsese


Martin Scorsese. To mogłoby wystarczyć za recenzję.
Do tego Leonadro Di Karpio, którego nie lubię, ale który z każdym kolejnym filmem udowadnia, że ma niechęć nie ma uzasadnienia.
Historia jest w zasadzie prosta. Mamy zakład zamknięty, dla wyjątkowo niebezpiecznych i niezrównoważonych pacjentów/więźniów, mamy dzielnego szeryfa federalnego i mamy kadrę psychiatryczną. A potem okazuje się, że nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Najbardziej uderzające dla mnie jest to, jak sugestywnie można przedstawić chorobę psychiczną. Jak wyraziście można pokazać widzowi, co czuje człowiek, który nie panuje nad własnym umysłem, który traci zaufanie do samego siebie.
Wszystko w tym filmie jest na swoim miejscu, od pierwszego do ostatniego kadru wszystko ma znaczenie. Konsekwencja. Żelazna konsekwencja. Nic nie jest przypadkowe, nawet gesty trzecioplanowych postaci mogą mieć znaczenie dla opowieści. A najlepsze, że nawet po napisach końcowych trudno być pewnym, o czym była ta opowieść. Czy było tak, czy może siak.
Naprawdę warto zobaczyć.
by marecki

Orzeźwiające, słodkie, musujące świeżością – takie jest młode wino wyprodukowane w jedną noc z dopiero co rwanych winogron. Taki też jest obraz Tomasa Barina opowiadający prostą, nieco nawet schematyczną historię praskiego cwaniaczka Honzy, który uciekając przed wymiarem sprawiedliwości, zaszywa się w winnicy swojego dziadka, gdzie przechodzi błyskawiczną przemianę duchową i niejako przy okazji odnajduje miłość swojego życia.    
   Okazuje się, że  Prowansja znajduje się znacznie bliżej niż byśmy się mogli spodziewać, tuż za naszą południową granicą, na morawskich stokach.  Mała wioska wśród winnic kipi radością życia, żywotni staruszkowie w zabawnych kapeluszach całymi dniami zajmują się robieniem sobie psikusów, piękne kobiety o szerokich biodrach z wdziękiem zdradzają mężów, którzy nie wyglądają groźnie nawet z nabitą dubeltówką, a ścigający naszego bohatera policjanci okazują się być w głębi duszy gapiowatymi smakoszami. Sam Honza, jakby nie było, oszust i złodziejaszek, budzi wyłącznie ciepłe uczucia, ze swoją chłopięcą urodą, zadatkami na hipochondryka i traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa, pokazanymi w nielicznych retrospekcjach, jakby za mgłą. Błyskawicznie zapominamy mu jego przestępstwa z początku filmu i kibicujemy miłości do olśniewającej dziewczęcą urodą Klarki. 
   
„Młode wino” sprawia, że nie skupiamy się na łajdactwach i kłamstwach, których nie brakuje także w tej sennej wiosce, „Młode wino” sprawia, że śmiejemy się do rozpuku nawet, gdy płonie pościel w trakcie miłosnych uniesień, a złodzieje rabują pola. Wspaniale uderza do głowy, a co najważniejsze, rano wstajemy bez kaca. :))))

Kay

USA, 2010, scenariusz i reżyseria: Nicole Holofcener


Klasyczny film na niedzielę. Bohaterem jest Nowy Jork i garstka jego mieszkańców, których drogi krzyżują się ze sobą.

Mamy małżeństwo Kate i Dona, trochę cynicznych handlarzy starymi meblami, które kupują od spadkobierców porządkujących mieszkania odziedziczone po zeszłych z tego świata spadkodawcach. Don jest wyluzowany, wie, że jego praca to trochę sępie życie. Kate ma wyrzuty sumienia, które próbuje uciszyć rozdając drobne bezdomnym na ulicy i próbując zaangażować się w wolontariat.

Mieszkają z nastoletnią, problematyczna, pryszczatą córką, typową amerykańską nastolatką. A za sąsiadkę mają dziewięćdziesięcioletnią, przygłuchą, zgryźliwą i zrzędliwą staruszkę, na której zgon czekają z utęsknieniem, planując odkupić jej mieszkanie i powiększyć tym sposobem swoje.

Staruszka ma dwie wnuczki – dobrą, troskliwą, pomocną i uroczą Rebekę, która ją odwiedza, robi jej zakupy i opiekuje się nią, oraz złą, mroczną, pyskatą i złośliwą Mary, która jest Rebeki przeciwieństwem.

No i co? No i wszyscy się na siebie natykają tu i tam, spotykają, rozmawiają, zrzędzą, gawędzą, kłócą się, godzą się, starsza pani umiera. Czasem jest śmiesznie, czasem smutno, czasem wzruszająco. I o czym to wszystko? Ano chyba o tym, co jest w życiu ważne, jak być człowiekiem i gdzie szukać miejsca dla siebie. Takie refleksje w niedzielę po obiedzie.

by marecki

  • RSS