rzutnik blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2009

Polska, 2007, reż. Dorota Kędzierzawska

Jeden z najlepszych filmów jakie widziałam. Wzruszający a jednocześnie przezabawny, smutny a na swój sposób optymistyczny (niech Was nie zmyli tytuł, bo wcale nie pora umierać, gdy się osiągnie właściwy ku temu wiek, wprost przeciwnie, jeśli jest jeszcze trochę rzeczy do załatwienia i ma się tyle wigoru, ile główna bohaterka).
Jest to niezbyt rozbudowana (w zasadzie to niemal monodram) opowieść o starości i samotności, relacjach między rodzicami a dziećmi, błędach wychowawczych, na których naprawę jest już za późno. Na pewno również o różnicach między starszym i młodym pokoleniem, przejawiających się w języku, zachowaniu, szacunku dla wartości, zasad etc.. Nie jest to jednak świat czarno-biały (chociaż film jest czarno-biały), gdzie młodzi ludzie są zawsze źli, egoistyczni i nieokrzesani, a starzy kulturalni, wrażliwi, mądrzy i dobrzy. Film jest raczej (przynajmniej dla mnie) rodzajem lekcji zwrócenia uwagi na to, co jest naprawdę ważne w życiu. Tę lekcję mogą zdać nie tylko staruszkowie, ale wszyscy, którzy tylko chcą jej słuchać.
Danuta Szaflarska jest zaś dowodem na to, że można być pięknym (nie mowię tylko o pięknie duchowym), będąc starym. Jest również przykładem osoby tak energicznej i nieugiętej, że wszystkie chociaż młode, to zmęczone życiem mimozy mogą brać z niej przykład.
Poza tym gra oczywiście mistrzowsko, stara dobra aktorska szkoła i lata doświadczenia. Jeszcze bardziej odechciało mi się chodzić na te wszystkie polskie … gówna, które obecnie masowo się produkuje i sprzedaje jak hamburgery (ciągle z tym samym składem)

Idźcie na to (o ile gdzieś grają, ja byłam na pokazie w związku z cyklem „Oczami kobiet” w Novym Kinie Praha)!

Małym druczkiem: może czasem było trochę dłużyzn, ale taka już specyfika wartościowych filmów ;)

by jaskrawa

USA 2007, reż. Bob Reiner

Jak zwykle oryginalny tytuł nie bardzo łączy się z polskim, ale tym razem to zrozumiałe, bo gra słów jest nieprzetłumaczalna. To kick the bucket w języku wyspiarzy oznacza tyle, co „kopnąć w kalendarz” (dosł. w wiadro), więc tytułowa lista dotyczy tego wszystkiego, co bohaterowie chcą jeszcze zdążyć zrobić, zanim do tego wydarzenia dojdzie. A czasu zostało im niewiele, bo obaj mają zaawansowanego raka i lekarze dają im kilka miesięcy.

Ja wiem, oczywiście, że historii o cieszeniu się życiem w ostatnich jego dniach bywało wiele. I nie będę twierdzić, że ta jest jakoś wybitnie inna, zapewne nie jest. Ae i tak warto ją zobaczyć. Choćby dla wykonawców – Morgan Freeman i Jack Nicholson są absolutnie fantastyczni. Pierwszy jako stateczny ojciec i dziadek, zawsze trzymający się wyznawanych wartości, mechanik samochodowy, który po cichu zawsze żałował, że nie został profesorem. I drugi: zblazowany milioner, który ma wszystko, żył intensywnie i jest tego pierwszego zupełnym przeciwieństwem. I ma jakieś szaleństwo w sobie: nie mogłam nie myśleć tu o „Locie nad kukułczym gniazdem”, tak, jakby tamten bohater pozostał gdzieś w Nicholsonie i odrodził się teraz w chorym milionerze.
W każdym razie – milioner pieniędzy do grobu nie zabierze, zabiera więc nowego przyjaciela w podróż, po spełnianie marzeń, których wcześniej nie mieli czasu/ fantazji/ okazji spełnić. Odkreślają po drodze kolejne punkty, wypełniając plan.

Ładne, refleksyjne. Przewidywalne? W jakimś stopniu na pewno. Ale nie na tyle, żeby odbierać filmowi wartość.

I jeszcze – świetna Beverly Todd w roli żony Cartera, Freemana znaczy. Dodaje niepokoju: bo czy można spełniać te marzenia kosztem drugiej osoby? Czy wolno mu odlatywać gdzieś przed siebie, gdy rodzina chce jeszcze w ostatnich tygodniach nasycić się jego obecnością?
A z drugiej strony: czy ona ma prawo go zatrzymywać, gdy jemu na spełnienie marzeń zostały chwile?

I nie da się po obejrzeniu nie zapytać: jaka jest moja bucket list…?

Warto.


by agatka


  • RSS